GieKSa i Górnik toną w niedosycie
Tradycji stało się zadość i mierzący w awans do ekstraklasy Górnik po raz kolejny nie wywiózł kompletu punktów ze stadionu GieKSy. Po końcowym gwizdku sędziego na tablicy świetlnej widniał wynik 0:0, który nie był powodem do zadowolenia dla żadnej ze stron. - Niedosyt jest duży, bo można było się pokusić nawet o zwycięstwo. Szkoda, że nie zdołaliśmy ani jednej z sytuacji, które sobie stworzyliśmy zamienić na bramkę - kręcił niezadowoleniem głową napastnik katowickiej drużyny, Paweł Buśkiewicz. Opinię wysokiego snajpera podzielali także inni aktorzy niedzielnego spektaklu.
Mimo to, że samo spotkanie było toczone w dobrym, szybkim tempie, a zawodnicy obu drużyn starali się konstruować akcje ofensywne wynik tego był mierny. W jubileuszowym, 60. Śląskim Klasyku piłka ani razu nie wpadła do siatki, a GieKSa z Górnikiem podzieliły się punktami. - Spotkanie stało na fajnym poziomie. Myślę, że kibicom mogło się podobać. Szkoda tylko, że nie padły w nim bramki, bo one są przecież solą futbolu - powiedział po końcowym gwizdku sędziego pomocnik katowickiej drużyny, Kamil Cholerzyński. - Stworzyliśmy sobie kilka dogodnych sytuacji strzeleckich, które przy odrobinie szczęścia mogliśmy zamienić na bramkę. Niestety nie udało się, ale punkt zdobyty w meczu z Górnikiem jest nie do pogardzenia - dodał 22-letni zawodnik drużyny ze stolicy Górnego Śląska.
GieKSa w starciu z Górnikiem zagrała bez kompleksów, często spychając wyżej notowanego rywala do głębokiej defensywy. Pewnym punktem jedenastki z Roosevelta był jednak bramkarz, Sebastian Nowak, który kilkoma interwencjami uratował zabrzan przed stratą bramki. - Nie czuję się bohaterem. Zrobiłem to, co do mnie należy. Cieszy to, że zagraliśmy spotkanie na zero z tyłu. Szkoda, że nie udało się nic strzelić, bo wtedy do Zabrza wracalibyśmy w zdecydowanie lepszych nastrojach. Chcieliśmy tutaj wygrać i pozostaje niedosyt - przyznał golkiper drużyny trenera Adama Nawałki.
Bodajże najlepszą sytuację do strzelenia bramki Górnik stworzył sobie w 29. minucie spotkania, kiedy po ładnej dwójkowej akcji Roberta Szczota z Przemysławem Pitrym napastnik Górnika powinien skierować piłkę do bramki GieKSy. - Szkoda tej sytuacji, bo była to naprawdę dobra okazja do objęcia prowadzenia. Tym bardziej szkoda, bo udało nam się wyjść z szybką kontrą wtedy, kiedy to GKS prowadził grę. Na pewno pierwsza bramka zmieniłaby obraz gry. Niestety piłka nie siadła na nogę tak jak chciałem i nie udało się trafić do siatki. Straciliśmy w tym meczu dwa punkty i musimy ich szukać w kolejnych spotkaniach, bo awans jest nadal w naszym zasięgu - podkreślił popularny "Kanoute".
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować















